deviant art





Login
Join deviantART for FREE Take the Tour Lost Password?
Deviant Login
Shop
 Join deviantART for FREE Take the Tour
Ok guys and gals! As you probably noticed I am deviant of may talents indeed. Graphics, photography, maybe some drawings, jewellery and now it is time to show you some of my eye make ups and nails. All of this things aren't perfect and I know it, that the 'talent thing' is too much said when it comes to me, but on the other side I like to do all this shit and even if it is not good nor perfect, I find myself happy I'm doing it and I think it is most important. Ok blah blah blah.

Let's go to the point: here is some of my make ups and nails what I've done. Well I'm not professional make up artist nor nails artist, but I like to have fun and play with my eyes with eyeshadows, eyeliners, colors in general etc. The same goes to the nails :)
Soo please, before you judge me and my photos, remember that this is only a fun! And well - first nails pics are old, usually done with old phone cam, so their quality is worse than crap, but I like my ideas, and although pic are of poor quality, I hope someone will like them too or even find some inspiration :aww:

Have fun here and there in my gallery and, people - come on, more comments plz :typerhappy:


:tighthug:
yours truly, TB
  • Mood: Excited
  • Listening to: Funeral Mist of course
  • Reading: this blog?
  • Watching: lots of lots of Marduk photos
  • Playing: Wolfenstein
  • Eating: stefanka xD
  • Drinking: green tea <3
I stubbornly waiting for any comments to my works and blogs, and there is still nothing :/ I feel that my account on this site lost its meaning. Lack of time is not an excuse for an artist...

~~~~~~~~~~~~
Uparcie czekam na jakiekolwiek komentarze do moich prac i notek, a tu wciąż nic :/ Mam wrażenie, że moje konto na tym portalu straciło sens. Brak czasu nie jest usprawiedliwieniem artysty...


TB
  • Mood: Not Impressed
  • Listening to: Marduk "Rom 512"
sanguis meus tibi non iam perbibendus sit

3 lata. Jeszcze w tym roku miną, odkąd moje marzenie się nie spełniło i… paradoksalnie spełniło się. I choć tamtej nocy zawiodłam się na wszystkim, wszystko potem się zmieniło, nie było już takie samo. Wciąż pamiętam to uczucie niemal błogosławieństwa. Był on i byłam ja. Były przecudne utwory, jego słowa i moja ukochana piosenka, której się nie spodziewałam. Dziś nieco się zmieniło. Patrzę na to zdarzenie trochę z innej perspektywy: cieszę się, że udało mi się zobaczyć ten wspaniały (kiedyś, a miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś takim się stanie) zespół w składzie, w jakim go pokochałam. Jednak dziś też przez moją głowę przewijają się już mniej entuzjastyczne myśli „nie chcę”, „nie potrzebuję”. Czy naprawdę potrzebowałam jednej, szczerej rozmowy, kilku ukochanych osób, ogromnego samozaparcia, czy po prostu czasu, żeby 2 lata puścić w niepamięć? Nie ja przyłożyłam nóż do tej krwawiącej rany…

sometimes I feel I don't have the words
sometimes I feel I'm not being heard
and then I fear I'm feeling nothing more
sometimes I feel I don't want this change
I think we all have to rearrange
and now I feel there's no one losing me


Dziś poczułam tę wielką moc, którą czułam wtedy, 4 miesiące temu. Kiedy zobaczyłam Larsa, usłyszałam muzykę. Kiedy zrozumiałam tak wiele, w jednej chwili, sekundzie. Ta wielka moc, to jak zastrzyk adrenaliny, jak świeże powietrze, jak tchnienie życia. Kiedy się czuje, że może się wszystko, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nic innego w tej chwili się nie liczy. I to uczucie, gdy po czasie te emocje wracają. Gdy znowu czuję, że jestem tam, muzyka płynie przeze mnie, przez moje ciało, jak tętniąca  krew. Tętniąca życiem.
Za nic w świecie tego uczucia z żadnego koncertu nie zapomnę, ale koncert Marduka był szczególny!

you're the light I see to, raise the flame and blaze the fire

14 lipca. Zjadłam pysznego schabowego, spotkałam koleżanki, co było wielkim krokiem dla mnie samej, zaatakował mnie kot, upiłam się kieliszkiem likieru kawowego i zapragnęłam mieć rybki. Zapamiętałam tak wiele szczegółów, a pośród nich jeden najważniejszy – uścisk dłoni kogoś, kto może jakoś wybitnie nie zasłużył się, bo go aż tak wielbić, jednak dla mnie…. tak, spełniło się marzenie. Chcąc powiedzieć mu, że jest dla mnie jak anioł stróż, zapomniałam języka w gębie, po czym sama usłyszałam słowa, znacznie bardziej w tym momencie dla mnie wartościowe, niż ot choćby wyznanie miłości. Jeśli coś w życiu jest dla mnie ważne, to pasja, w której  on mnie utwierdził. Pasja, i ten dreszcz, kiedy słucham ukochanych utworów. Speszenie było nieuniknione. Stojąc metr od własnego anioła stróża, można było zapomnieć o ‘sztywnym kręgosłupie moralnym’.
Dlatego, dla tej pasji i dreszczu, teraz im kibicuję, bo wiem, że potrzebują tego bardziej, niż dotychczas.

when I'm free
when my sun has set
released my soul forever
I'll have no regret
to be free
I'll exist again
no more lost endeavors
nothing to contend
when I'm free


Choć moja notka do końca chronologiczna nie jest, jest za to jak najbardziej zgodna z moimi odczuciami. A ponieważ o Epice wciąż zbyt mało wiem, by pisać o tak podniosłych uczuciach, okrasiłam notkę jedynie cytatami z tejże… bo kompletnie wywróciła mój świat do góry nogami.
Nie zapomnę o tak wielkich ważnych dla mnie zjawiskach, jak Nightwish, Therion, Dimmu Borgir czy Tristania z Vibeke Stene. Ale dojrzałam również do wielu zespołów, o słuchanie których nie posądziłabym siebie jeszcze rok temu. A to wszystko dlatego, że z grobu, w którym okładałam się do snu, nie mogłam ich ni jak dostrzec.

yours truly, TB
  • Mood: Winter Downs
  • Listening to: Devilish Impressions
Dupa tam, nie doczytam nigdy do końca a potem klops. Eurowizyjny półfinał jest dopiero za 5 tygodni, 6 lutego. Chyba uschnę z tej okazji do tego czasu. No ale na bieżąco będę śledzić wyniki poszczególnych koncertów. Oby oby dostali dużo głosów. Konkurencja jest jakby to powiedzieć delikatnie - niżej... no ale jak wiadomo norweski gust również, zatem nic nie wiadomo.

8 stycznia, Ørland
16 stycznia, Bodø
23 stycznia, Skien
30 stycznia, Sarpsborg
6 lutego FINAŁ w Oslo

Tu [link] można posłuchać 30-sekundowych fragmentów piosenek. Przyznam, że już po tych 30 sekundach mam dziwne odczucia, że to zupełnie inna para kaleson. Pozostaje mieć nadzieję, że wersja albumowa będzie miażdżąco miażdżąca, bo to, co na razie znam już i tak jest porywające <3 Ale tak bardzo różne od pozostałej ciapy startującej w konkursie, że strach myśleć racjonalnie o tym, że odpadną na samym początku. Ludzie trzymajcie jeszcze więcej kciuków!!!!!!!!!
  • Mood: Delighted
  • Listening to: Keep of Kalessin
Wszystkim życzę szczęśliwego Nowego Roku! Happy New Year everyone!!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nowy rok, stary rok. Szczerze mówiąc nie mam ochoty wracać do poprzedniego roku, ale jednak... Słówko wstepu na 2010 się należy ;)

Stary rok skończyłam niefortunnym upadkiem i cieszę się, że skończyło się tylko na siniakach. Także byłam obolała, wymęczona, a Sylwestra spędziłam w kuchni >.< Ale i tak nie żałuję. Sylwestra w sensie, a nie wypadku.

Nowy rok powitałam zaskakująco ekscytująco. Coś się w moim życiu ruszyło, zmieniło... A dziś nawet porządny przebłysk weny miałam, czego owocem są fantastyczne kolczyki i co najmniej trzy broszki.
Czuje w głębi mego serca, że ten rok będzie co najmniej dobry, na pewno pozytywny. Mam wielkie plany i marzenia. W tym roku miałam jechać w jedno miejsce, a tymczasem planuję co najmniej trzy wycieczki. No cóż za przewrotność! Wiem jednak, że w tym roku moje marzenie by pojechać na Inferno Festival i spędzić Wielkanoc w Oslo, się nie spełni - jest już za późno by planować tę wycieczkę. Zaplanować za to mogę i poważnie myśleć o świętach BN w Skandynawii, do czego będę dążyć uparcie! Plus było by super, gdyby udało mi się lecieć do Los Angeles... Ale to dość odległe plany!

Nie chcę wspominać tego roku, a z drugiej strony... tyle wydarzyło się w nim, tyle ważnego dla mnie, mojego alter ego... Dotąd widziałam tylko te maksymalnie złe chwile walki z samą sobą, a teraz gdy patrzę wstecz to widzę tak wiele pozytywnych momentów, zdarzeń! Zdaje się, że na 100% uwolniłam się od tego wstrętnego uczucia, które wyjadało mnie od środka... Wiele straciłam, ale tak samo dużo zyskałam! Przede wszystkim z 2009 roku najmilej będę wspominać dwa koncerty: Keep of Kalessin, będący spełnieniem marzeń po którym coś się w moim życiu ruszyło, oraz Marduk, po których wszystko co dotychczas mnie otaczało w mej głowie, gruchnęło, rozsypało się, i wyszłam na światło dzienne, jak ze skorupy, z grobu... Ogromnie się cieszę, że ponownie rozpaliłam w moim sercu płomień miłości do muzyki Dope Stars Inc. Nie wiem, nie mogę sobie darować tego, że się od nich oddaliłam! No i niesamowicie cieszy mnie, że pokochałam Epicę, że spotkałam na swojej drodze tak genialnego artystę, jakim jest Mortuus. Napisałam "Evę", która jest spełnieniem, również spełnieniem marzeń, najważniejszym co mam, najpiękniejszym zapamiętaniem najważniejszych chwil z ostatnich 2-3 lat. No i wreszcie uściśnięcie dłoni, które zapamiętam do końca życia. Niby tak mało, a tak wiele. Ułamek sekundy, chwila, muśnięcie, kiedy poczułam, jakby ktoś załapał mnie w ostatniej chwili mego upadku w przepaść i wyciągnął mnie do życia z powrotem. To ja powinnam powiedzieć Tobie "dziękuję"! <3 Te chwile i zdarzenia chcę jedynie pamiętać. Niczego złego, tylko to! I choć życie daje w kość bez przerwy; choć wciąż łudzę się czyjąś przyjaźnią by potem odkryć czyjąś nieszczerość; choć nadal nie wiem, kogo za przyjaciela uważać,te wspaniałe chwile wszystko mogą zrekompensować.

Straszliwie mi żal, że już nie piszę, nie tworzę, jedyne, czym się bardzo sporadycznie zajmuję, to biżuteria. Taka chyba była cena mojej chęci życia :( Albo on i moje pozbawione życia ciało, albo ja, bez niego i brak jakiegokolwiek natchnienia... Nie potrafię się zmusić, zabazgrałam cały notatnik nieskładnymi wersami i notkami do niezbyt poskładanych opowiadań, ale to wszystko na nic. Większość pozaczynanych prac ląduje w koszu, bo są bezwartościowe, bez duszy. Godzę się jednak z takim obrotem spraw. Wolę słyszeć rytm wybijany przez inne serce, niż nie słyszeć niczego. Wolę iść za tym odgłosem, niż poddawać się bezwolnie codziennie bardziej i bardziej... Ale wciąż brak mi spełniania się w tworzeniu. Chaotyczne wymachiwanie obcęgami i drutem to nie to samo.

Jeszcze jedno chciałabym dodać, jeśli jeszcze ktoś nie słyszał. Keep of Kalessin, którzy ogromnie ślamazarzą się z nagrywaniem nowej płyty, co każe mi myśleć, że będzie to dzieło sztuki, startują w tym roku do konkursu Eurowizji, który jak wiadomo odbędzie się tym razem w Norwegii. Z piosenką "The Dragontower" już w ten piątek wystartują w eliminacjach, które mają wyłonić kandydata Norwegii do ESC 2010. A ponieważ Norwegia to organizator, jej reprezentant ma zapewnione miejsce w finale! Dlatego wszystkich, którzy choć jedną nogą, jednym małym paluszkiem siedzą w muzyce metalowej proszę o trzymanie kciuków za moich kochanych kalesonków w piątek, a jeśli tylko przejdą dalej - telefony w dłoń i wreszcie będzie na kogo głosować w tym całym bałaganie =D Nie! Nie przeraża mnie, że to tandetny konkurs dla plastików, etc. Wiem, że KoK to kapela, która szuka fanów wszędzie i próbuje wszystkich nowych gruntów, bo na tym polega robienie kariery wg. Keep of Kalessin. Wierzę w nich mocno i mam nadzieję, że tym wszystkim ludziom, którzy w nich nie wierzą, ' pokażą środkowy palec' tym wystepem. Czuję, że "The Dragontower" porwie wiele osób. Aaaah, już się nie mogę doczekać piątku <3

A na razie czas na dalszą rozgrywkę w Wolfensteina. Chwilowo jestem zbyt zakochana w asasynach, żeby grywać ot tak dla sportu ;)

Yours truly, Tuberculosis


PS. Niech nikogo nie zdziwi, jeśli będę się podpisywać również per Sarpanitu, po mitycznej żonie Marduka rzecz jasna ;)
  • Mood: Delighted
  • Listening to: Epica&Marduk

Journal History