Wszystkim życzę szczęśliwego Nowego Roku! Happy New Year everyone!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nowy rok, stary rok. Szczerze mówiąc nie mam ochoty wracać do poprzedniego roku, ale jednak... Słówko wstepu na 2010 się należy

Stary rok skończyłam niefortunnym upadkiem i cieszę się, że skończyło się tylko na siniakach. Także byłam obolała, wymęczona, a Sylwestra spędziłam w kuchni >.< Ale i tak nie żałuję. Sylwestra w sensie, a nie wypadku.
Nowy rok powitałam zaskakująco ekscytująco. Coś się w moim życiu ruszyło, zmieniło... A dziś nawet porządny przebłysk weny miałam, czego owocem są fantastyczne kolczyki i co najmniej trzy broszki.
Czuje w głębi mego serca, że ten rok będzie co najmniej dobry, na pewno pozytywny. Mam wielkie plany i marzenia. W tym roku miałam jechać w jedno miejsce, a tymczasem planuję co najmniej trzy wycieczki. No cóż za przewrotność! Wiem jednak, że w tym roku moje marzenie by pojechać na Inferno Festival i spędzić Wielkanoc w Oslo, się nie spełni - jest już za późno by planować tę wycieczkę. Zaplanować za to mogę i poważnie myśleć o świętach BN w Skandynawii, do czego będę dążyć uparcie! Plus było by super, gdyby udało mi się lecieć do Los Angeles... Ale to dość odległe plany!
Nie chcę wspominać tego roku, a z drugiej strony... tyle wydarzyło się w nim, tyle ważnego dla mnie, mojego alter ego... Dotąd widziałam tylko te maksymalnie złe chwile walki z samą sobą, a teraz gdy patrzę wstecz to widzę tak wiele pozytywnych momentów, zdarzeń! Zdaje się, że na 100% uwolniłam się od tego wstrętnego uczucia, które wyjadało mnie od środka... Wiele straciłam, ale tak samo dużo zyskałam! Przede wszystkim z 2009 roku najmilej będę wspominać dwa koncerty: Keep of Kalessin, będący spełnieniem marzeń po którym coś się w moim życiu ruszyło, oraz Marduk, po których wszystko co dotychczas mnie otaczało w mej głowie, gruchnęło, rozsypało się, i wyszłam na światło dzienne, jak ze skorupy, z grobu... Ogromnie się cieszę, że ponownie rozpaliłam w moim sercu płomień miłości do muzyki Dope Stars Inc. Nie wiem, nie mogę sobie darować tego, że się od nich oddaliłam! No i niesamowicie cieszy mnie, że pokochałam Epicę, że spotkałam na swojej drodze tak genialnego artystę, jakim jest Mortuus. Napisałam "Evę", która jest spełnieniem, również spełnieniem marzeń, najważniejszym co mam, najpiękniejszym zapamiętaniem najważniejszych chwil z ostatnich 2-3 lat. No i wreszcie uściśnięcie dłoni, które zapamiętam do końca życia. Niby tak mało, a tak wiele. Ułamek sekundy, chwila, muśnięcie, kiedy poczułam, jakby ktoś załapał mnie w ostatniej chwili mego upadku w przepaść i wyciągnął mnie do życia z powrotem. To ja powinnam powiedzieć Tobie "dziękuję"! <3 Te chwile i zdarzenia chcę jedynie pamiętać. Niczego złego, tylko to! I choć życie daje w kość bez przerwy; choć wciąż łudzę się czyjąś przyjaźnią by potem odkryć czyjąś nieszczerość; choć nadal nie wiem, kogo za przyjaciela uważać,te wspaniałe chwile wszystko mogą zrekompensować.
Straszliwie mi żal, że już nie piszę, nie tworzę, jedyne, czym się bardzo sporadycznie zajmuję, to biżuteria. Taka chyba była cena mojej chęci życia

Albo on i moje pozbawione życia ciało, albo ja, bez niego i brak jakiegokolwiek natchnienia... Nie potrafię się zmusić, zabazgrałam cały notatnik nieskładnymi wersami i notkami do niezbyt poskładanych opowiadań, ale to wszystko na nic. Większość pozaczynanych prac ląduje w koszu, bo są bezwartościowe, bez duszy. Godzę się jednak z takim obrotem spraw. Wolę słyszeć rytm wybijany przez inne serce, niż nie słyszeć niczego. Wolę iść za tym odgłosem, niż poddawać się bezwolnie codziennie bardziej i bardziej... Ale wciąż brak mi spełniania się w tworzeniu. Chaotyczne wymachiwanie obcęgami i drutem to nie to samo.
Jeszcze jedno chciałabym dodać, jeśli jeszcze ktoś nie słyszał. Keep of Kalessin, którzy ogromnie ślamazarzą się z nagrywaniem nowej płyty, co każe mi myśleć, że będzie to dzieło sztuki, startują w tym roku do konkursu Eurowizji, który jak wiadomo odbędzie się tym razem w Norwegii. Z piosenką "The Dragontower" już w ten piątek wystartują w eliminacjach, które mają wyłonić kandydata Norwegii do ESC 2010. A ponieważ Norwegia to organizator, jej reprezentant ma zapewnione miejsce w finale! Dlatego wszystkich, którzy choć jedną nogą, jednym małym paluszkiem siedzą w muzyce metalowej proszę o trzymanie kciuków za moich kochanych kalesonków w piątek, a jeśli tylko przejdą dalej - telefony w dłoń i wreszcie będzie na kogo głosować w tym całym bałaganie

Nie! Nie przeraża mnie, że to tandetny konkurs dla plastików, etc. Wiem, że KoK to kapela, która szuka fanów wszędzie i próbuje wszystkich nowych gruntów, bo na tym polega robienie kariery wg. Keep of Kalessin. Wierzę w nich mocno i mam nadzieję, że tym wszystkim ludziom, którzy w nich nie wierzą, ' pokażą środkowy palec' tym wystepem. Czuję, że "The Dragontower" porwie wiele osób. Aaaah, już się nie mogę doczekać piątku <3
A na razie czas na dalszą rozgrywkę w Wolfensteina. Chwilowo jestem zbyt zakochana w asasynach, żeby grywać ot tak dla sportu

Yours truly, Tuberculosis
PS. Niech nikogo nie zdziwi, jeśli będę się podpisywać również per
Sarpanitu, po mitycznej żonie Marduka rzecz jasna